Porażka i sukces nie rozstają się ze sobą.

Gdzie są więc porażki w Twoim CV?

Jesteśmy ludźmi sukcesu. Wystarczy, że przeglądniesz kilka przypadkowych profilów na LinkedIn, żeby się o tym przekonać. Podobny wniosek można wysnuć, przeglądając inne sieci społecznościowe. Prawda jest jednak taka, że porażka i sukces nie rozstają się ze sobą.

porażka i sukces

Patrząc na świat przez pryzmat mediów społecznościowych, trudno nie ulec wrażeniu, że świat jest pełen ludzi, których życie jest pasmem sukcesów. Nie znalazłem jednego profilu, gdzie ktoś napisałby: Poległem na tym czy tamtym… ale dopiero tamta sprawa, to była prawdziwa tragedia. Nie znajdziecie też nic podobnego na moim profilu, podczas gdy w rzeczywistości poniosłem w życiu niejedną porażkę.

Wszystko czyli nic – sztuka realizowania celów to sztuka rezygnowania.

Jak zrezygnować ze swoich genialnych pomysłów?

Powiedziałbym, że jestem wizjonerem. Inni, że “fantastą”. Zdecydowanie lepiej wychodzi mi tworzenie wizji, niż murowanie cegieł (choć i tego w życiu próbowałem). O wiele łatwiej jest snuć plany i budować strategie, niż je realizować. Nic dziwnego, bowiem planowanie i roztaczanie wizji jest o wiele przyjemniejsze od zderzania się z przyziemnymi problemami. Peter Drucker powiedział, że nawet najlepiej przemyślana i wyrafinowana strategia, w ostateczności sprowadza się do ciężkiej pracy. Tworzenie strategii to więc nie to samo, co skuteczne realizowanie celów, które ta strategia definiuje. A sztuka realizowania celów to przede wszystkim sztuka rezygnowania. A to – paradoksalnie – sprawia nam największą trudność.

Czasami żartuję, że gdybym zrealizował 10% pomysłów na biznes, które miałem w życiu, latałbym prywatnym odrzutowcem. Może tak, może nie. Problem polega na tym, że dobry pomysł nie wystarczy. Nie jest nic wart, dopóki nie jest zrealizowany. Zresztą tak naprawdę dopiero wtedy można stwierdzić czy był naprawdę dobry. Reszta to spekulacja. Ale jak zdecydować, której inicjatywie się poświęcić i ciężką pracą przekuć wizję w rzeczywistość?

5 powodów, dla których bycie niezastąpionym nie jest fajne.

Jakiś czas temu zleciłem wykonanie pewnego opracowania. Miało być gotowe po 2 tygodniach. Sprawa nie była dla mnie pilna, jednak po blisko 2 miesiącach zwróciłem się z zapytaniem o termin zakończenia pracy. Miła pani, która miała wykonać opracowanie oddzwoniła do mnie, przepraszając za opóźnienie. Zanim jednak przeszła do naszej sprawy, opowiedziała mi chyba całą historię swojego życia.

bycie niezastąpionym

Słuchając jej miałem poczucie, że nie mógłbym nie wysłuchać jej do końca. Poczułem się trochę jak terapeuta, któremu chce opowiedzieć o tym, że musi się zająć wszystkim sama, nie mogąc liczyć na pomoc od kogokolwiek. Opowiedziała mi o swojej rodzinnej sytuacji, jak i o tym, z czym zmaga się w swojej pracy. Słowem, o wszystkim co powoduje, że nie nie dotrzymuje terminów i jak niewiele jest rzeczy, których nie musiałaby zrobić osobiście. Poczułem w pewnym momencie, że jej problem jest bardzo podobny do tego, co według mnie stanowi mój główny problem. Ta Pani – podobnie jak ja – była niezastąpiona. Tak mi się przynajmniej wydawało. Od razu zacząłem jej współczuć. Ale czy rzeczywiście była?

Mało znaczy mało. Mało nie znaczy dużo!

Jakiś czas temu musiałem zmierzyć się z zadaniem uporządkowania części starej kamienicy. Zadanie to zajęło dwa dni pracy dwóch pracowników, którzy zapełnili 2 wielkie kontenery na odpady. Ewidentnie mieszkańcy tego miejsca nie lubili rozstawać się, ze swoimi rzeczami. Z jakiegoś powodu gromadzili przez lata swój dobytek w piwnicy, skazując go na zniszczenie, a siebie na zagracenie. W niezrozumiały sposób graty, z którymi nie potrafili się rozstać, były dla nich niezwykle cenne. Pewnie nie zgodziliby się z moją tezą, że mało znaczy mało.

mało znaczy mało

Mówi się, że mało znaczy dużo. Pomijając metaforyczną warstwę tego stwierdzenia, jest ono zwykłą bzdurą. Wydaje mi się jednak, że rozumiem dlaczego pojawiło się w naszym języku. Mało, we współczesnym świecie oznacza problem. Jeśli posiadasz mało, to najprawdopodobniej nie stać Cię na dużo, nie powodzi Ci się tak jak innym, którzy mogą mieć dużo wszystkiego. Mało oznacza, że trzeba się tłumaczyć: “mam mało, bo chcę mieć mało – mogę mieć dużo, ale nie chcę”. Nie muszę chyba wyjaśniać jak absurdalne jest takie rozumowanie.

Nie trać dnia przed zachodem słońca – kilka pomysłów jak ocalić pozornie stracony dzień.

Tytuł nie jest przejęzyczeniem, ani moim błędem wynikającym ze słabej znajomości polskich przysłów. Zwykliśmy mawiać do siebie, z ‘wrodzonym polskim optymizmem’, aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Czasem jednak przychodzi nam motywować się mówiąc do siebie: nie trać dnia przed zachodem słońca.

nie trać dnia przed zachodem słońca

Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem problem z chwaleniem dnia i poczuciem, że zrealizowałem wszystkie zadania, które stały przede mną lub czego sam od siebie wymagałem. Częściej było odwrotnie i już w połowie dnia wiedziałem, że nie uda mi się odhaczyć większości zadań na mojej liście. Być może – i pewnie tak jest – wynika to ze słabej organizacji lub niskiej dyscypliny. A nie daj Boże, obu naraz! Coś jednak podpowiada mi, że nie jestem osamotniony w tym temacie, a stracone dni zdarzają się wielu z nas.

Jak nie zmarnować wakacji – 3 proste strategie.

Hurra wakacje! Tak, i jak tu nie zwariować? Niestety wakacje dla rodziców często oznaczają więcej komplikacji i zdwojone obowiązki. Szkoła – jakby nie patrzeć – w znacznym stopniu wspiera nas w procesie wychowywania naszych dzieci. Wiem, że wielu się nie zgodzi z moją tezą, ale nie o tym rzecz w tym poście.  Niewątpliwie czas wakacji wymaga od nas nieco innej organizacji.

jak nie zmarnować wakacji

Pamiętajmy, że rytm dnia, do którego przywykliśmy, najczęściej nie ma zastosowania w wakacje. Wszelkie próby realizowania znanego nam planu dnia będą najpewniej źródłem frustracji. Nie pozostaje nic innego jak zaakceptować ten fakt i dobrze przygotować się do okresu, kiedy dzieci nie chodzą do szkoły. Tylko w ten sposób znajdziemy – czego wszystkim życzę –  czas na odpoczynek i unikniemy niepotrzebnego stresu.

Kolejny krok, czyli 5 zasad ustalania priorytetów.

Niedawno powiedziałem do swojej żony, że mam wrażenie, iż nadrobienie wszystkich zaległości, które nawarstwiły się w moim kalendarzu zabrało by mi chyba z 3 miesiące pracy od rana do nocy. Kiedy wsłuchałem się w to zdanie, poczułem się jeszcze gorzej. Ustalanie priorytetów jest częścią mojego codziennego planowania. Mimo to często efekty nie są takie, jakich bym oczekiwał. A lista bieżących i zaległych spraw do załatwienia, zamiast się kurczyć, robi się coraz dłuższa. Po chwili nadszedł jednak i moment refleksji. Czy naprawdę wszystkie te sprawy mają dla mnie znaczenie?

kolejny krok

Mówi się, że czasem łatwiej zacząć wszystko od początku niż naprawiać zagmatwaną sytuację. O ile czasem jest to prawda, o tyle w wielu przypadkach nie jest to po prostu możliwe. Postanowiłem przyglądnąć się swojej liście zadań. Które ze znajdujących się na niej spraw i zadań są wciąż ważne, a które przestały mieć już jakiekolwiek znaczenie?

Dlaczego się musi nie tylko na Rusi.

W miniony weekend wybrałem się z synem w góry. Postanowiliśmy po raz kolejny stanąć na szczycie Babiej Góry, czy jak kto (na przykład ja) woli Diablaka. Tym razem na szczyt weszliśmy żółtym szlakiem zwanym Percią Akademików. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że jest to jedyny poza Tatrami szlak, na którym konieczne jest korzystanie z łańcuchów i wbitych w skalne ścianki stalowych bloków. Słowem szlak bardzo wymagający.

Schodząc w dół byliśmy bardzo zmęczeni. Maks narzekał na obolałe stopy i zmęczone mięśnie nóg. Ja zacząłem odczuwać silny ból w kolanie, który momentami uniemożliwiał mi normalne stawanie na lewą nogę. Schodzenie okazało się trudniejsze niż wspinaczka. Jedno co mi przyszło wówczas do głowy w ramach motywacji Maksa do dalszego marszu to brutalne ‘musimy zejść’. Możemy iść powoli, odpoczywać ile trzeba, ale ostatecznie musimy zejść szlakiem do Zawoi. W tej sytuacji naprawdę nie mieliśmy szczególnie wielkiego wyboru.

Ile krów ssie pokorne ciele?

Kiedy byłem mały, często słyszałem, że pokorne ciele ssie dwie krowy. Pokora była wskazana. Słyszałem też, że jeśli będę siedział w kącie to mnie dostrzegą, a zatem taka postawa jest po prostu bardziej pragmatyczna. Niestety moje późniejsze doświadczenia zupełnie nie potwierdziły tych ludowych mądrości. Mam poczucie, że we współczesnym świecie pokorne ciele może się do mleka zwyczajnie nie dopchać.

Praktykowanie pokory w pracy zawodowej to osobna historia – najczęściej oznacza większą odpowiedzialność i mniejszą wypłatę. Pamiętam skrajny przypadek, kiedy pokornie wziąłem na siebie projekt, w którym moi podwładni byli wynagradzani lepiej ode mnie. Byłem pokorny, chętny i gotowy, a to niestety oznacza również dostępny, skuteczny i niedrogi. Z powodu swojego usposobienia raczej nie próbowałem siedzenia w kącie i nawet boję się pomyśleć, jakie przyniosło by skutki.

7 kroków do dobrego nawyku

Na początek muszę przyznać się do pewnej słabości. Mam zwyczaj wieczorami sięgać po swój iPhone i przeglądać w nim Internet. Przeglądam newsy – te same po raz kolejny lub wiadomości w sieciach społecznościowych. Pomijając chwilową rozrywkę, nawyk ten nie wnosi nic szczególnie wartościowego do mojego życia. Z pewnością mógłbym ten czas wykorzystać lepiej.

W końcu postanowiłem coś z tym zrobić. Niestety zwalczanie złych przyzwyczajeń nie przychodzi łatwo. Na szczęście istnieje kilka strategii, które pomagają stosunkowo szybko osiągnąć wyznaczony cel i trwale poprawić jakość naszego życia.