Porażka i sukces nie rozstają się ze sobą.

Gdzie są więc porażki w Twoim CV?

Jesteśmy ludźmi sukcesu. Wystarczy, że przeglądniesz kilka przypadkowych profilów na LinkedIn, żeby się o tym przekonać. Podobny wniosek można wysnuć, przeglądając inne sieci społecznościowe. Prawda jest jednak taka, że porażka i sukces nie rozstają się ze sobą.

porażka i sukces

Patrząc na świat przez pryzmat mediów społecznościowych, trudno nie ulec wrażeniu, że świat jest pełen ludzi, których życie jest pasmem sukcesów. Nie znalazłem jednego profilu, gdzie ktoś napisałby: Poległem na tym czy tamtym… ale dopiero tamta sprawa, to była prawdziwa tragedia. Nie znajdziecie też nic podobnego na moim profilu, podczas gdy w rzeczywistości poniosłem w życiu niejedną porażkę.

Porażka i sukces są nierozłącznymi elementami naszego rozwoju.

Kiedy głębiej się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że osiągnięcie sukcesu, bez porażki gdzieś po drodze, jest po prostu niemożliwe. Znane są powszechnie przykłady wielkich sukcesów, które wcześniej okazywały się pasmem porażek. Popularne przykłady to wynalazki Thomasa Edisona, czy jakże powszechne na każdym biurku notesiki Post-It-Notes.

Tony Robbins w swoim programie Personal Power stwierdza: sukces to rezultat dobrych decyzji, dobre decyzje to wynik doświadczenia – doświadczenie zaś, to rezultat wielu złych decyzji. Jakże prawdziwe – przynajmniej z mojego punktu widzenia. Coś mi jednak podpowiada, że wielu z nas musiało przejść podobną drogę do sukcesu. W pewnym sensie wciąż ja przechodzimy.

Sukces to rezultat dobrych decyzji, dobre decyzje to wynik doświadczenia – doświadczenie zaś, to rezultat wielu złych decyzji.

Dlaczego wiec tak bardzo wstydzimy się swoich porażek i ulegamy kultowi sukcesu? Kultowi,  który przecież bez porażek nie jest możliwy. Przecież to właśnie porażki są warunkiem sukcesu i warto o nich mówić,  budując swoją historię. Warto także o nich mówić, dzieląc się swoimi doświadczeniami życiowymi z innymi. Czy nie będziemy wtedy bardziej wiarygodni – również jako profesjonaliści – niż gdybyśmy udawali, że nasze życie wyłącznie nieprzerwane pasmo sukcesów? Zresztą, kto zechciałby w to uwierzyć?

Trudno jest przejść przez życie i nie zjeść beczki soli. Trudno nie doświadczyć kryzysów. Ktoś, kto tak twierdzi, swój kryzys życiowy ma z pewnością jeszcze przed sobą. Jest to po prostu nieunikniony element życia. Stojąc przed wyborem współpracownika, czy partnera biznesowego z pewnością wolałbym współpracować z kimś, kto na swojej drodze doświadczył zarówno porażek jak i sukcesów. W końcu to właśnie porażki są dla nas najlepsza okazją do tego by odnajdować prawdziwe wartości i stawać się lepszym mężem, żoną, przyjaciele, szefem… czy po prostu lepszym człowiekiem.

Dlaczego wiec tego nie robimy? Dlaczego nie mówimy otwarcie o swoich porażkach i doświadczeniach jakie z nich wniknęły dla naszego rozwoju osobistego. Moim zdaniem, mimo iż potrafimy docenić wartość jaka płynie z naszych trudnych doświadczeń, nie potrafimy o tym rozmawiać ze względu na brak społecznego przyzwolenia. Porażka utożsamiana jest ze słabością, wolimy więc udawać, że to nas po prostu nie dotyczy. Kult sukcesu wciąga bezrefleksyjnie. Powoduje, że nie chcemy przyznać, że sukces – jakkolwiek byśmy go zdefiniowali – jest i musi być wynikiem wielu porażek.

Ciekawi mnie ile więcej można by się dowiedzieć o naszym życiu i karierze zawodowej, gdyby w CV każdego z nas, obok listy spektakularnych osiągnięć znalazła się również lista największych porażek. Porażek, które w kontekście tego gdzie jesteśmy obecnie były jedynie małymi krokami wstecz, często koniecznymi na drodze do rozwoju osobistego i stawania się lepszymi ludźmi.

Komentarze

comments