Wszystko czyli nic – sztuka realizowania celów to sztuka rezygnowania.

Jak zrezygnować ze swoich genialnych pomysłów?

Powiedziałbym, że jestem wizjonerem. Inni, że “fantastą”. Zdecydowanie lepiej wychodzi mi tworzenie wizji, niż murowanie cegieł (choć i tego w życiu próbowałem). O wiele łatwiej jest snuć plany i budować strategie, niż je realizować. Nic dziwnego, bowiem planowanie i roztaczanie wizji jest o wiele przyjemniejsze od zderzania się z przyziemnymi problemami. Peter Drucker powiedział, że nawet najlepiej przemyślana i wyrafinowana strategia, w ostateczności sprowadza się do ciężkiej pracy. Tworzenie strategii to więc nie to samo, co skuteczne realizowanie celów, które ta strategia definiuje. A sztuka realizowania celów to przede wszystkim sztuka rezygnowania. A to – paradoksalnie – sprawia nam największą trudność.

Czasami żartuję, że gdybym zrealizował 10% pomysłów na biznes, które miałem w życiu, latałbym prywatnym odrzutowcem. Może tak, może nie. Problem polega na tym, że dobry pomysł nie wystarczy. Nie jest nic wart, dopóki nie jest zrealizowany. Zresztą tak naprawdę dopiero wtedy można stwierdzić czy był naprawdę dobry. Reszta to spekulacja. Ale jak zdecydować, której inicjatywie się poświęcić i ciężką pracą przekuć wizję w rzeczywistość?

O ile brak pomysłów może wydawać się problemem, o tyle ich nadmiar z pewnością przyprawi nas o zawrót głowy. Klęska urodzaju jest wciąż klęską. Jak tu bowiem wybrać najcenniejszy z naszych pomysłów? Co gorsza – jak zrezygnować z któregokolwiek, skoro wszystkie są równie genialne? Niestety prawda na nasz temat jest brutalna i zgoła inna od tego, co chcielibyśmy o sobie myśleć.

Każda strategia prędzej czy później musi się sprowadzać do ciężkiej pracy.

Homo Sapiens nie jest aż taki genialny, za jakiego się uważa. Nie jesteśmy w stanie dobrze realizować więcej niż 2-3 dużych projektów, o czym pisałem w tym poście. Oczywiście można delegować, ale i delegowane projekty wymagają naszego zaangażowania –  jeśli zależy nam, żeby zakończyły się sukcesem. Szereg badań wokół zagadnienia sztuka realizowania celów, jak i moje własne doświadczenia, potwierdzają, że próba zrealizowania zbyt wielu celów musi skończyć się porażką. Wbrew powszechnemu przekonaniu oraz źle rozumianej produktywności, po prostu nie jesteśmy w stanie odnieść sukcesu działając na zbyt wielu frontach.

Sztuka realizowania celów to umiejętność rezygnowania z innych, często równie dobrych pomysłów.

Jak zatem wybrać tą jedną jedyną inicjatywę, która uczyni nas szczęśliwymi, sławnymi i bogatymi? Kto wie, może nawet spowoduje, że będziemy latać prywatnym odrzutowcem?

Ja podchodzę do procesu decyzyjnego szukając odpowiedzi na pytania według poniższego schematu:

  1. Talent. Czy przedsięwzięcie, którego podjęcie się rozważam jest zgodne z moją wiedzą, umiejętnościami, doświadczeniem i talentem? A może będzie to szansa do zdobycia nowych umiejętności, zgodnych z moimi zainteresowaniami i uzdolnieniami? Chcę upewnić się, że praca nad nowym projektem będzie spójna z moimi predyspozycjami i osobowością, tym samym będzie przyjemna i rozwijająca.
  2. Czas. Ile czasu zajmie realizacja pomysłu. Czy mogę sobie pozwolić na dodatkowe obowiązki? Kosztem jakich innych zajęć i obowiązków będę realizował nowe przedsięwzięcie: innych tematów zawodowych, rodziny czy czasu na odpoczynek? Oceniam czy mam czas lub możliwość przeorganizowania swojego kalendarza, tak by móc się zająć nowym tematem bez szkody dla innych ważnych obszarów mojego życia.
  3. Finanse. Na jakie wydatki muszę się przygotować? Jak sfinansuję nowe przedsięwzięcie? Kiedy mogę spodziewać się przychodów, a kiedy zysków z planowanej działalności? Czy planowany zysk będzie satysfakcjonujący w porównaniu z alternatywnymi działaniami? Finanse są ważne, więc muszę mieć pewność, że zaangażowanie czasu, wysiłki i środków przyniesie również korzyści finansowe.
  4. Ryzyko. Na ile moje założenia są słuszne? Na czym je opieram? I czy wystarczająco przeanalizowałem fakty? Chcę wiedzieć czym ryzykuję i czy akceptuję to ryzyko. Nie oznacza to, że słucham wiecznych sceptyków, ale również staram się nie ulec myśleniu życzeniowemu.
  5. Serce. Co podpowiada mi intuicja? Czy myśl o realizacji tego przedsięwzięcia budzi we mnie ekscytację, czy może obawy i sceptycyzm?
  6. Plan życia. Jak planowane przedsięwzięcie wpasowuje się w mój Plan Życia – dokument, który stanowi mój kompas, wskazujący właściwy kierunek i cel całego życia? Jeśli nie masz Planu Życia, bardzo zachęcam Cię do jego stworzenia.

Na tym etapie wiem, czy dany pomysł wart jest mojego zaangażowania, czy powinienem skupić się na czymś innym. Sztuka wyboru to sztuka rezygnowania.

Mój autorski model decyzyjny jest odpowiedni dla mnie. Wynika to ze sporej dozy niezależności. Oczywiście w przypadku złożonych projektów, realizowanych przez całe zespoły można posłużyć się bardziej zaawansowanymi modelami decyzyjnymi, których jest bardzo wiele. Warto jednak pamiętać, żeby nie wytaczać armat przeciw mrówkom. Zwykle takie podejście przynosi opłakane skutki.

Komentarze

comments